Pół roku temu o tej porze leżałam dygocząc ze strachu na zimnym stole, a moje oczy raziło ostre światło, niestety nie oślepiając na tyle, by zetrzeć z moich oczu widok ostrza, które za chwile przetnie mój brzuch.
Pół roku temu zostałam Matką.
Wcześniej nazwać się mogłam jedynie Brzemienną, Przy Nadziei, Oczekującą.
Dopiero stawałam się Matką, i nagle, jednym pociągnięciem skalpela chirurg stworzył mnie, wciąż nieśpiącą po nocach, w lęku, gotową do poświęceń, ciągle oczekującą, bo wszystko teraz w moim życiu i w życiu mojego dziecka dzieję się po raz pierwszy. Pierwsze karmienie, uśmiech, słowo, krok, najpierw niepewny, a kiedyś tak daleko od mamy, w nieznane…
Pamiętam, parę godzin później leżałam coraz mniej sparaliżowana i coraz bardziej obolała i myślałam tylko o tym, że gdzieś tam jest Moje Dziecko, Mój Synek, oddzielony ode mnie tak brutalnie, odebrany mi tak nagle. Może któreś z tych płaczących właśnie dzieci to on, a ja nawet nie mogę go utulić i powiedzieć „Cicho Kochanie, mamusia jest przy Tobie” tak jak powtarzam mu to teraz za każdym razem, gdy dotyka go Życie. A przecież jeszcze niedawno byliśmy ze sobą połączeni, on we mnie, ja nad nim jak parasol z ludzkiej skóry, jaskinia, matczyna grota, skorupka jajka chroniąca go przed światem.
Będę Cię dalej chronić, ale i przygotowywać dla Świata i dla Innych, a kiedyś dla Tej Wymarzonej, dla Innej Kobiety, która jednak nigdy nie odbierze mi mojego miejsca w Twoim życiu, więc nie muszę się bać, że Cię stracę.
KOCHAM CIĘ ANTOSIU.
Mama
środa, 5 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)